Malarstwo Anny Baranowskiej rozwija się pomiędzy figuracją a geometryczną organizacją obrazu. Absolwentka Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku buduje własny język oparty na rytmie, powtórzeniu i kontrolowanym zakłóceniu. Kwadrat, wywiedziony z planszy czaturangi — indyjskiego pierwowzoru szachów — nie jest ornamentem, lecz modelem ładu: regułą, wobec której człowiek określa swoją obecność.

W obrazach „Taniec” z cyklu „Kwadrat” szachownica obejmuje stroje postaci, podłoże i architekturę. Granica między figurą a otoczeniem zanika, a kratka rozszerza się i deformuje wraz z ruchem ciała. Zwielokrotnione sylwetki, unoszące się kule i zaburzona perspektywa odbierają scenie stabilność. Postacie wirują jak kolejne fazy choreografii nałożone na siebie w jednym przedstawieniu. Mechanizm op-artu nie służy jednak autonomicznej iluzji: optyczne drganie zostaje powiązane z gestem, emocją i teatralną rolą. W „Duchu tańca” regularny układ rozpada się na pasma i barwne moduły, jakby taniec uwalniał formę z geometrycznej dyscypliny i przemieniał ją w zapis czasu.

Kobiety Anny Baranowskiej przypominają figury umieszczone na planszy, lecz ruch odbiera im statyczność szachowych pionów. Przemieszczają się, tworzą relacje i zmieniają rytm otaczającej je struktury. Szachownicę można odczytać jako metaforę świata poddanego zasadom, podczas gdy gest otwiera w nim przestrzeń indywidualnej swobody. Nie chodzi o proste przeciwstawienie zniewolenia i wolności, lecz o negocjowanie granicy między porządkiem a ekspresją.

Nowsze obrazy — „Kiki”, „Kiki II”, „Ona II”, „Pianistka” i „Przyjaciółki” — przynoszą wyciszenie. Kobiece sylwetki, często ukazane od tyłu albo z twarzami skrytymi pod kapeluszami, pozostają bliskie i niedostępne. Warkocz, kapelusz i odwrócona postać tworzą charakterystyczny dystans, a powtórzenia figur oraz przedstawienia wewnątrz obrazu przywołują pamięć, odbicie lub kolejne stany tej samej osoby. Niedopowiedziana narracja przypomina zatrzymany kadr filmu.

Kolorystyka Anny Baranowskiej opiera się na napięciu między wyciszeniem a impulsem. Złamane róże, seledyny, jasne beże, przygaszone oranże i stłumione szarością błękity łagodzą konstrukcyjny rygor, wprowadzając atmosferę ciszy, nostalgii oraz zawieszenia poza określonym czasem. Barwy zbliżają ciało, kostium i otoczenie, pozwalając postaciom przenikać się ze scenograficzną przestrzenią. Czerń i biel przywracają dyscyplinę planszy, natomiast czerwień skupia energię, kieruje spojrzeniem i przełamuje wyciszoną gamę. Szarość odbiera kolorom dosłowność, nadając przedstawieniom charakter wspomnienia lub snu.

Twórczość Anny Baranowskiej należy do współczesnej figuracji czerpiącej z geometrycznego modernizmu, op-artu i art déco. Szachownicowe kostiumy oraz sceniczność przywołują arlekinów Picassa, w których komediant stawał się alter ego artysty — figurą zmiennej tożsamości, zawieszoną między osobą a odgrywaną rolą. Formalne pokrewieństwo można dostrzec także w obrazie André Deraina „Arlekin i Pierrot” z około 1924 roku: w rytmie romboidalnych strojów, teatralizacji gestu oraz połączeniu ruchu z melancholijnym wyciszeniem. U Anny Baranowskiej kostium działa podobnie jak maska — ukrywa indywidualne cechy bohaterki, a zarazem pozwala jej wejść w przestrzeń gry, tańca i możliwej przemiany.

Prezentowane w Galerii ETI ART-HOL obrazy podejmują aktualny temat relacji jednostki z porządkiem, który ją kształtuje. Widzenie staje się tu aktywnym procesem, a najmniejsze przesunięcie figury, koloru lub modułu może zmienić sens kompozycji. W świecie reguł i powtórzeń pozostaje miejsce na gest, różnicę i indywidualną obecność.

Mariusz Hoffman - kurator